Dziecko przed obiektywem
Osoby urodzone w latach 70 i 80 mają zwykle jeden czy dwa albumy z wczesnego dzieciństwa. Ich dzieci z kolei mają zwykle obszerne galerie zdjęć, których waga mierzona jest w terabajtach. Niby nic dziwnego, dziś każdy ma aparat i chce fotografować swoją pociechę. Warto jednak wiedzieć o kilku kwestiach…
 
 
Mania fotografowania
 
W Internecie oraz na półkach w księgarniach znajduje się wiele publikacji pełnych rad i wskazówek jak zamienić się w osobistego fotografa swojego dziecka. Informują one o tym jak i czym robić zdjęcia, na co zwracać uwagę, jakich błędów nie popełniać i jak dokonać obróbki zdjęć. Swoboda dostępu do dobrej jakości sprzętów sprzyja ciągłemu „cykaniu fotek”, a efekty rzeczywiście są godne uznania. Ilość zrobionych zdjęć podyktowana jest jednak czymś więcej. Może chodzi o to, że sami mamy stosunkowo niewiele fotografii z dzieciństwa i chcemy, aby nasze pociechy miały ich więcej. Z drugiej strony częściej rodziny są rozbite po całej Polsce i zdjęcia robione są bardziej dla krewnych, którzy ciekawi są naszego maleństwa. Ostatecznie swój wpływ ma również fakt naszego funkcjonowania w multimedialnym świecie Internetu i swobodnej komunikacji. Serwisy społecznościowe pełne są galerii zdjęć dzieci z rodziny, znajomych i sąsiadów, co stało się ostatnimi czasy bardzo powszechne.
 
Bez względu na powody, albumy zdjęć naszych dzieci są bardzo bogate już w pierwszych tygodniach życia maleństwa. Pierwsze zdjęcie zrobione tuż po urodzeniu w sali porodowej to miła pamiątka. Później przychodzi czas na pierwszą wizytę gości, pierwszy spacer, kąpiel itd. itp. Wszystkie te momenty z pewnością są warte uwiecznienia, jednak niektórzy rodzice tak bardzo wczuwają się w rolę fotografa, że zdjęcia robione są niemal codziennie. Można podejrzewać, że coś jest nie tak, kiedy rodzic zajęty jest robieniem zdjęcia swojego malucha nawet wtedy kiedy on przed chwilą spadł z huśtawki i zanosi się płaczem (a niestety takie obrazki się zdarzają).
 
 
W ślad za rodzicami
 
Kiedy dziecko podrośnie można zachęcić do zajęcia miejsca po drugiej stronie obiektywu. Już 6-letnie dziecko można zabrać na spacer, na wspólne robienie zdjęć tematycznych. Zebrany materiał posłuży do przygotowania wernisażu, na który zaprosi się dziadków czy znajomych. Fotografia może okazać się piękną pasją, którą warto „podsunąć” małolatom. Skoro my jako rodzice robimy dużo zdjęć, niech one też je robią. Na pewno w każdym domu znajdzie się jakiś stary aparat, który może nie robi najlepszej jakoś zdjęć, ale da szansę dziecku na autorskie podejście do tematu. Galeria jego zdjęć pokaże codzienny świat widziany oczami dziecka, a po latach okaże się miłą pamiątką.
 
Zrobienie własnej ciemni do wywoływania zdjęć jest może zbyt skomplikowane, ale można przecież inaczej zachęcać pociechę do fotografii. Samo wywołanie kilku zdjęć może być interesujące, zwłaszcza, że najmłodsi najczęściej oglądają zdjęcia na ekranie laptopów lub smartfonów. Warto też wygrzebać stare albumy rodzinne, które tworzę tę szczególną atmosferę i klimat, których nigdy nie zapewni nam wyświetlacz LCD. Starsze dziecko może zainteresować się wystawą zdjęć znanych artystów lub zdjęciami, które stały się kultowe (np. zdjęcie afgańskiej dziewczynki zrobione dla Nationale Geographic). Temat można drążyć w nieskończoność.
 
 
Bezpieczeństwo
 
Chęć pochwalenia się zdjęciem dziecka jest naturalna. Wiele osób publikuje więc wykonane przez siebie zdjęcia dziecka z sali porodowej, przedszkola, szkoły czy z wakacji. Może się jednak okazać, że zupełnie nieświadomie szkodzą w ten sposób własnemu dziecku.
 
Co jakiś czas słyszy się ożywioną dyskusję na temat bezpieczeństwa dzieci w Internecie. Pretekstem do takiej dyskusji była niedawno kampania społeczna pt. „Pomyśl zanim wrzucisz” poprowadzona przez Fundację Dzieci Niczyje. Celem było zwrócenie uwago rodziców na fakt, że po publikacji zdjęcia w Internecie zaczyna ono żyć własnym życiem, na które nie mamy wpływu. Inni mogą je pobrać, przerobić lub wykorzystać w dowolnym kontekście. Rzecz jasna są to działania niedozwolone, jednak możliwe. Fotki naszych dzieci mogą trafić w ręce pedofila lub stać się grafiką użytą w temacie dla dorosłych. Efekty mogą być różne, a wstyd bywa w takim przypadku najmniej dotkliwą konsekwencją. Nawet jeśli wydaje nam się, że zdjęcie jest niewinne, inni mogą przerobić je w taki sposób, lub użyć w takim kontekście, że jego wydźwięk będzie zupełnie inny.
 
 
Nie dać się zwariować
 
Fotografowanie dzieci to dziedzina, w której coraz łatwiej o przesadę. Robimy zdjęcia na potęgę, a często nie zastanawiamy się… kto je później będzie oglądać. Kiedy widzimy folder, w którym znajduje się 520 zdjęć (a są to fotki z jednego spaceru) to otwiera nam się przysłowiowy nóż w kieszeni. Skasować jednak szkoda, a przeglądać nie ma komu. Jednym słowem nie wiadomo co z tym szczęściem zrobić. Duża ilość zdjęć staje się przydatna kiedy decydujemy się na utworzenie tzw. fotoksiążki, będącej ciekawą pamiątką i prezentem dla rodziny. Fotki przydają się również do niezliczonej liczby konkursów fotograficznych. Jednak prawda jest taka, że zdjęcia zgromadzone na karcie pamięci nie przykują czyjejś uwagi tak jak tradycyjny album.
 
Modne i popularne stały się jakiś czas temu profesjonalne sesje zdjęciowe wykonywane przez zawodowych fotografów. Nic dziwnego, bo zdjęcia są zwykle piękne i stanowią niepowtarzalną pamiątkę. Jednak nie ma co załamywać rąk, jeśli nie stać nas na taką sesję, bo bez niej naprawdę da się żyć.
 
 
 
Wariacje z aparatem fotograficznym to niewątpliwa przyjemność, a efekty w postaci zdjęć dzieci to bezcenna pamiątka. Należy jednak uważać, by nie zamęczyć tematem malucha oraz otoczenia. Czasem nawet lepiej zrezygnować z uwiecznienia jakiejś chwili, by w pełni przeżyć ją ze swoją pociechą. Zaś spośród zrobionych zdjęć warto wybrać te najładniejsze, by później je wywołać i umieścić w rodzinnym albumie. Może okazać się, że będzie to ulubiona „książka” na dobranoc naszego dziecka.