Wspomnienie Katarzyny Sobczyk Lenart












Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze ledwo sięgałam głową ponad stół, Święta były naprawdę magicznym czasem, na który czekało się przez cały rok.

Jako dziecko Boże narodzenie spędzałam z rodzicami u mojej babci Luci, w jej maleńkim drewnianym domku, który stał dosłownie pośrodku niczego. Z jednej strony grzał nas piec ogrzewany drewnem, z drugiej pachniała lasem choinka, kusząc przy okazji cukierkami, a pośrodku aż wrzało od rozmów, śmiechu i unoszących się w powietrzu wspomnień...

Jakimś świątecznym cudem co roku zjeżdżała się tam cała rodzina, każda z 6 babcinych córek, nawet te mieszkające na stałe zagranicą, "zbierały" dzieci, wsiadały w samoloty i autokary, i w Wigilię wszyscy wspólnie zasiadaliśmy przy stole.

Nie mam tego jednego, jedynego wspomnienia z tamtych czasów, które można by mianować najpiękniejszym - wtedy musiałabym inne uznać za mniej piękne, a tak nie jest Bo jak tu wybrać mając do dyspozycji coroczne poszukiwania pieniążka w pierogach? i ten moment, kiedy to mnie udało się go znaleźć? ubieranie choinki w czekoladki i szyszki? i podjadanie tych pierwszych kiedy tylko dorośli odwrócili głowy? budowanie igloo i urządzanie sobie w nim własnej "gościnki" z tego, co udało się podkraść ze świątecznego stołu? oglądanie jak Kevin po raz kolejny zostaje sam w domu?

Nigdy chyba Święta nie mają takiego smaku i takiej magii, jak kiedy jest się dzieckiem, beztroskim i radosnym; kiedy nie ma się na głowie listy zakupów i "harmonogramu" gości, kiedy szuka się na śniegu śladów mikołajowych sań i czeka, aż zwierzęta przemówią ludzkim głosem...i co roku przesypia pasterkę.

Ja do dziś żyję wspomnieniami tamtych dziecięcych Świąt i mam cichą nadzieję, że zapewniam moim dzieciom takie same, cudowne wspomnienia, które będą im towarzyszyły przez długie lata, nawet pomimo tego, że nie odziedziczyłam talentu kucharskiego po babci, mamie ani żadnej z cioć a zamiast podwórka mamy widok na migające światełkami miasto...