Samodzielne zasypianie
Dziecko, które posiada umiejętność samodzielnego zasypiania jest dla rodziców prawdziwym skarbem. Niestety większość maluchów do pewnego momentu nie umie lub nie chce tego robić. Nie oznacza to, że ich rodzice są skazani na monotonne usypianie i nieprzespane noce. Zasypiania, podobnie jak innych rzeczy, dziecko może się nauczyć.
 
 
Kiedy?
 
Trudno powiedzieć czy w ogóle można określić wiek, w którym dziecko powinno umieć samodzielnie zasypiać. Podobnie jak wiele innych kwestii, tak samo ta jest sprawą indywidualną, uzależnioną od wielu czynników. Najlepiej bacznie obserwować reakcje dziecka, pozostać otwartym na jego potrzeby i przygotować się na to, że malec nie będzie nastawiony entuzjastycznie do czekających go zmian.
 
Znawcy tematu twierdzą, że już siedmio/ośmiomiesięczne dziecko można zacząć przyzwyczajać do spania w pojedynkę. To dobry moment, ponieważ malec w tym wieku często nie potrzebuje już karmienia nocnego i zaczyna przesypiać całe noce. Inni twierdzą, że lepiej poczekać do chwili, w której dziecko skończy roczek, ponieważ zwykle zaczyna ono wtedy chodzić, odkrywa swoją odrębność i zdaje sobie sprawę z faktu, że jest samodzielną istotą. Zasypianie we własnym łóżeczku może być wówczas potraktowane jako naturalne następstwo takiego stanu rzeczy, co warto wykorzystać.
 
Nauka samodzielnego zasypiania może potrwać nawet kilkanaście dni. Jeśli po tym czasie nie udaje nam się osiągnąć celu, może to oznaczać, że popełniliśmy false start i nasza pociecha nie jest jeszcze gotowa na taką zmianę lub też popełniamy błąd, o który w tym temacie nie trudno.
 
 
Metody
 
Wszelkiego rodzaju poradniki oraz wskazówki udzielane przez specjalistów określają metody nauki samodzielnego zasypiania. Korzystniej jednak jest traktować zagadnienie nie jako „naukę” lecz „przyzwyczajanie” dziecka. Sama zmiana określenia zmienia nieco nasz sposób postrzegania tematu – nastawiamy się na to, że osiągnięcie celu wymaga czasu, a więc i sporej dawki cierpliwości. Nie wystarczy wytłumaczyć dziecku czego od niego oczekujemy i egzekwować konkretnych zachowań, tak jak ma to miejsce w przypadku standardowej nauki.
 
Tak czy inaczej potrzebna jest metoda. Jej skuteczność zależy od dopasowania do malucha, musi bowiem być odpowiedzią na styl życia całej rodziny, rytm dnia, temperament dziecka i in. Ważne by podejmowane przez nas kroki prowadziły do uspokojenia dziecka. Na jednego malucha podziała bujanie i śpiewanie kołysanek, na innego karmienie piersią lub masowanie po pleckach, a na kolejnego wożenie w wózku lub dźwięk włączonej suszarki do włosów. Metoda polegająca na znalezieniu idealnego „usypiacza” wymaga od rodziców wypróbowania wszystkiego co tylko przychodzi im do głowy. Wystarczy zorientować się, co przyniosło najlepsze rezultaty, a potem stosować to regularnie. Należy jednak uważać, by nie okazało się, że przyzwyczaimy dziecko do zasypiania w uciążliwych dla nas warunkach. Nie zawsze bowiem da się jeździć w wózku po mieszkaniu lub też zasypiać na rękach mamy. Jeśli usypianie będzie dla nas nieprzyjemne, po dłuższym czasie stanie się przykrym obowiązkiem, a nawet prawdziwą katorgą. Nie można liczyć na to, że dziecko samo zrezygnuje z pewnych przyzwyczajeń. Przybierający na wadze maluch, którego TRZEBA kołysać do snu na rękach nie zauważy, że sprawia to coraz więcej trudu rodzicom.
 
Większości maluchów wystarczy ciąg stale powtarzanych czynności, które przygotowują je do snu. Spokojniejsza zabawa, kąpiel, kolacja, wieczorne czytanie książki czy ssanie piersi zapowiadają nocną porę odpoczynku. Wystarczy więc opracować sobie system, który będzie powtarzany co wieczór, i który ostatecznie zostanie potraktowany przez malca jako wstęp do snu.
 
Inna metoda, znana pod angielską nazwą co-sleeping ma swoich zwolenników w wielu krajach zachodnich, ale i w Polsce zyskuje coraz większą popularność. W myśl jej zasad dziecko śpi wraz z rodzicami tak długo, jak ma na to ochotę. Nie ma więc w tym przypadku mowy o przyzwyczajaniu malca do samodzielnego spania w swoim łóżeczku. Pewnego dnia dziecko samo stwierdzi, że wraz z rodzicami jest mu niewygodnie i przeniesie się „do siebie”.
 
Dość kontrowersyjna jest metoda zwana „3-5-7”. Chodzi w niej o to, by po odprawieniu wszystkich wieczornych rytuałów, bez przeciągania pożegnać się z dzieckiem leżącym w łóżeczku i wyjść z jego pokoju. Jeśli malec zareaguje płaczem należy odczekać 3 minuty, po czym wejść powrotem do pokoiku i uspokoić pociechę. Ważne by zrobić to szybko, bez nawiązywania kontaktu wzrokowego i podnoszenia malca z łóżeczka. Po chwili trzeba wyjść i w razie ponownego płaczu powrócić dopiero po 5 minutach. Przy kolejnym razie, czas ten powinien wynieść 7 minut – za każdym razem dodajemy 2-3 minuty. Choć sporo rodziców potwierdza skuteczność tej metody, budzi ona sprzeciw w wielu środowiskach. Argumentowany jest on tym, że przecież dziecko powinno zasypiać uspokojone i zrelaksowane, bo tylko wtedy sen da szansę na skuteczną regenerację sił. Zasypianie w płaczu jest następstwem zmęczenia i rezygnacji z wołania o pomoc.
 
Malec powinien mieć poczucie, że jego łóżeczko jest przyjemnym miejscem, w którym lubi przebywać. Lepiej więc nie dopuszczać do sytuacji, w której usypia nam w ramionach, tylko zostaje odłożone w chwili, kiedy jest jeszcze świadome. Jeśli dziecko domaga się bliskości, możemy przecież zostać blisko niego, trzymać za rączkę lub głaskać po brzuszku dopóki nie zaśnie.
 
Bez względu na to jaką strategie przyjmiemy, należy działać cierpliwie i stopniowo. Ważne, by bacznie obserwować dziecko i reagować na jego potrzeby. Trzeba też być świadomym tego, że raz zdobyta umiejętność samodzielnego zasypiania może zostać utracona (lub przynajmniej czasowo cofnięta) z powodu choroby, strachu, ekscytacji, oczekiwania na coś. Wówczas należy zastosować wyjątkowe środki działania, by jak najszybciej powrócić do wcześniej osiągniętych rezultatów.
 
UWAGA – standardowych metod usypiania nie stosuje się u noworodków, wcześniaków, dzieci chorych czy nadmiernie wrażliwych


 
Trudności
 
Przyzwyczajanie dziecko do samodzielnego snu już samo w sobie jest trudne, jednak bywa, że codzienność rzuca nam kłody pod nogi w postaci dodatkowych trudności.
 
Może zdarzyć się tak, że problemy będą tylko pozorne, a nauka samodzielnego zasypiania pójdzie jak z płatka. Może jednak być tak, że będzie to prawdziwe wyzwanie tak samo dla rodziców, jak i dla dziecka. Należy więc przygotować się na to, że usypianie może stać się żmudną i czasochłonną pracą.
 
Często problemy z zasypianiem pojawiają się po odstawieniu od piersi lub po powrocie mamy do pracy. Malec zwykle odczuwa wielką tęsknotę w ciągu dnia, więc kiedy przychodzi wieczór w towarzystwie mamy trudno zrezygnować ze wspólnej zabawy na rzecz snu, który oznacza kolejne rozstanie. Warto więc w tej sytuacji poświęcić nieco więcej czasu i uwagi dla malca. Bliskość, rozmowa i obecność mamy jest mu wtedy potrzebna jak nigdy dotąd.
 
Problemy z zasypianiem mogą wynikać też z nieodpowiedniej pory lub długości popołudniowej drzemki. Jeśli dziecko śpi zbyt długo w ciągu dnia, nic dziwnego, że ma problemy z wieczornym zasypianiem. Może też być dokładnie odwrotnie – malec idzie spać zbyt późno, dlatego zmęczenie jest powodem płaczliwości i marudzenia.

Największą trudnością jest jednak upór dziecka, które często protestuje wobec takiego stanu rzeczy. Malec domagający się wzięcia na ręce i/lub ułożenia w łóżku rodziców głośno płacze, piszczy, kwili, a czasem nawet rozrzuca wokół wszystko co wpadnie mu w rączki. Rodzice muszą jednak przetrwać te formy protestu i zaciśniętymi zębami zachować konsekwencję. Zmęczenie po całym dniu, obniżona cierpliwość i zarwane noce w oczywisty sposób utrudniają i tak już niełatwe zadanie, jednak warto wytrwać.


 
Po swojemu
 
Maluszek, od którego oczekuje się, że będzie sam zasypiał w swoim łóżeczku musi czuć się bezpiecznie i komfortowo. Najczęściej potrzebuje obecności kogoś bliskiego, która działa niczym kojący balsam. Zanim przywyknie do samodzielnego zasypiania minie trochę czasu, jednak wcześniej rodzice muszą wypracować swoje własne metody działania.
 
Jeśli tylko jest taka możliwość warto zadbać o to, by dziecko było usypiane na zmianę – raz przez mamę, raz przez tatę. To w naturalny sposób zacieśni więzy pomiędzy każdym z rodziców a dzieckiem. Dodatkowo pozwala to na baczną obserwację malucha oczami matki i ojca, a wiadomo, że każde z nich postrzega w nieco inny sposób, co daje szansę uzyskać całościowy obraz sytuacji. W końcu pozwoli to uniknąć problemów, kiedy jedno z rodziców chce wyjść z domu.
 
Warto też opracować sobie działania bezpośrednio poprzedzające usypianie. Lepiej wyłączyć telewizor i zrezygnować z zabaw, które pobudzają dziecko. Zamiast tego kolacja przy spokojnej muzyce, kąpiel, delikatny masaż, ułożenie ulubionych zabawek do snu, czytanie książki lub śpiewanie kołysanek. Pomocne mogą okazać się: przygaszone światło górne, ulubiona poduszka lub przytulanka, lampka nocna, cichutka i spokojna muzyka puszczona „w tle”.
 
Nie można zapomnieć też o technicznych aspektach zasypiania i spania. Jeśli chcemy, by dziecko chętnie zasypiało w swoim łóżeczku, musi być ono wygodne – materac musi być dobrany, pościel nie może „drapać” lub zbytnio grzać, szczebelki powinny być zasłonięte ochraniaczem na łóżeczko, temperatura w pokoju nie może być zbyt niska ani zbyt wysoka, okna zasłonięte (zwłaszcza jeśli bije przez nie blask ulicznej latarni),… wymieniać można bez końca. Ważne jednak, by rodzice umieli dostrzec te wszystkie szczegóły, które mogą składać się na komfortowy sen ich pociechy.
 
 
Najważniejsze jednak, by nie dać się zmanipulować bestsellerowym poradnikom i złotym radom w jaki sposób postępować, aby nasze dziecko już po kilku próbach zasypiało samo. Faktem jest, że jeśli malec jest przyzwyczajony do jakiegoś sposobu zasypiania, to każda zmiana będzie dla niego niepożądana, a czasem wręcz traumatyczna. Jeśli więc sami nie czujemy potrzeby, lepiej zachować status quo, czyli jeśli nie przeszkadza nam dziecko śpiące wraz z nami w jednym łóżku, nie ma przymusu, aby oddelegować je do własnego pokoju. Nie ma znaczenia, że malec ma już 8, 12 lub 18 miesięcy. Zmiany powinny zachodzić dopiero w momencie, kiedy któraś ze stron naprawdę ich potrzebuje, jednak z zaznaczeniem, że powinny następować powoli i delikatnie, metodą małych kroczków. Im mniej przymusu odczuje dziecko, tym większa szansa na łagodne przeprowadzenie sennej rewolucji.