Wychowując dziecko we Włoszech
Słoneczna Italia bywa obiektem marzeń wielu z nas. Jedni marzą o krótkich wakacjach, inni o przeprowadzce w to piękne miejsce. Ciekawe tylko w jaki sposób wygląda tam wychowywanie dzieci. Na ile różni się od polskich standardów i co byłoby dla nas zaskakujące?
 
 
Włosi kochają dzieci
 
Sensem życia dla większości Włochów jest rodzina, a zwłaszcza dzieci. Stereotypy opisują wielogodzinne biesiady przy suto zastawionym stole, nad którym panuje gwar, śmiechy i niekończące się rozmowy przy żywej gestykulacji. Dostrzegalna jest tam wielka miłość do dzieci. Rodzice okazują im uczucia, wszędzie je ze sobą zabierają i włączają do życia społecznego.
 
Rodzicielska miłość zdaje się być zaraźliwa, ponieważ Włosi zachwycają się dziećmi spotykanymi na ulicach, plażach, w restauracjach i w sklepach. Dorośli komplementują napotkane maluchy, zagadują je, głaszczą po głowie, chwytają za rączkę, a nawet przytulają. Można pokusić się o stwierdzenie, że to mężczyźni są bardziej wylewni w takim okazywaniu atencji niż kobiety. Zwykle są oni świetnymi ojcami, dla których rodzina stanowi największą wartość.
 
Przestrzeń publiczna nie jest zamknięta dla najmłodszych obywateli Italii. Co prawda nie stosuje się tam specjalnych stref wydzielonych dla dzieci, to jednak nie oznacza to, że są one niemile widziane. Wręcz przeciwnie. Maluchy są witane z otwartymi ramionami w przestrzeni publicznej. Wychodzi się tam z założenia, że dzieci są częścią społeczeństwa, której nie należy separować. Rodzice więc włączają swe pociechy do swojej codzienności – zabierają do restauracji, kina, teatru, a w każdym z tych miejsc maluchy są mile widziane. Nikt tam nie próbuje zmieniać swojego życia, by dopasować go do dzieci. Od początku traktuje się je jako pełnoprawnych członków społeczeństwa, którzy wraz z rodzicami korzystają ze wszelkich form życia społecznego, towarzyskiego i kulturalnego. 
 
 
Rodzina to podstawa
 
Włochy to kraj bardzo regionalny i trudno mówić o czymś ogólno włoskim. Bez względu jednak na to czy mówimy o północy czy też o południu Italii, jej mieszkańcy ponad wszystko cenią sobie rodzinę.
 
Stereotypowa włoska rodzina jest bardzo liczna. W dzisiejszych czasach różnie to bywa, jednak członkowie familii zawsze są silnie ze sobą związani. Każde święto to pretekst do wielkiego spotkania, na którym nie może nikogo zabraknąć. Rodzina traktowana jest jak bogactwo wspólnych wartości, każdy daje coś od siebie i urozmaica całość, stanowi o jej wyjątkowości.
 
O tym, kto stoi na czele rodziny decyduje region jej zamieszkania. Mężczyźni „dowodzą” zwykle na północy, kobiety zaś na południu. Być może właśnie dlatego to najczęściej Sycylijczycy nazywani są maminsynkami, którzy mieszkają z mamą tak długo jak tylko się da, podczas gdy średnia wieku dla osób wyprowadzających się od rodziców w Mediolanie to ~20 lat.
 
Cenioną „instytucją” włoskiej rodziny jest mamma. Dla wielu Włochów była, jest i będzie najważniejszą osobą na świecie. Nikt inny nie zajmie się domem, wychowaniem dzieci i gotowaniem tak dobrze jak ona. Rzecz jasna wizerunek włoskich mam coraz bardziej odchodzi od powszechnie znanego stereotypu, jednak nadal pozostają one niezwykle cenione i kochane. Mało tego, są również niezwykle eleganckie. Wychowywanie dziecka (a nawet całej gromadki) nie zwalnia ich z pięknego wyglądu, co (przyznajmy szczerze) nam-Polkom zdarza się traktować jak wymówkę. Włoszki nieustannie dbają o prezencję swoją oraz swoich pociech.
 
 
Codzienność
 
Włoskie dzieci mają sporo swobody i  odgrywają ważną rolę w życiu społeczeństwa. Zwykle są rozpieszczane i przytulane na każdym kroku. Nie szczędzi się im dowodów na to, że są wyjątkowe, ważne i kochane. Można odnieść wrażenie, że rodzice pozwalają im  na wszystko, a maluchy traktują swoje dzieciństwo jak przepustkę do wszelkich swawol i zabawy. W rzeczywistości jednak ich wolność ograniczana jest całą masą zakazów wszelkiego typu, które zwykle „giną w tłumie” wszechobecnego gwaru, zamieszania i zabawy.
 
Mali Włosi zdecydowanie przekraczają polskie normy tzw. grzeczności. Są głośni, czasem nieznośni, swobodni, ekspresyjni. Nie upomina się ich stale, aby byli cicho, nie wymaga się od nich nieustannej grzeczności, posłuszeństwa, uprzejmości i bezwarunkowego poddawania się woli rodziców. Nie przeszkadza to w aktywnym uczestniczeniu w życiu społecznym, które stwarza warunki do nauki współżycia z innymi i dzielenia przestrzeni z napotykanymi na co dzień ludźmi. Choć maluchy zwykle hałasują, przepychają się między sobą i rozrabiają (jak to dzieci), to uczą się szacunku do innych, nawiązywania kontaktów i utrzymywania odpowiednich stosunków międzyludzkich. Rodzice dają im w tym temacie wolną rękę i często nie ingerują w ich poczynania. Dzieci nie są traktowane tak jak małe bezbronne istotki, które wymagają nieustannej opieki, nadzoru i ochrony (tak jak dość często ma to miejsce w Polsce).
 
Maluchy bawiące się między sobą, wszelkie spory załatwiają samodzielnie. Konflikty z rówieśnikami to ich sprawa, dlatego nie biegną do mamy z prośbą o wsparcie czy pomoc. Uczą się „walczyć o swoje”, co z jednej strony rozwija w nich zmysł rywalizacji, ale nie tylko. Okazuje się, że słabsze/młodsze jednostki mogą liczyć na pomocy silniejszych/starszych. W sytuacji, kiedy jakieś dziecko nie ma wystarczającej siły przebicia, z tłumu spontanicznie wyłaniają się jego protektorzy, którzy służą pomocą.
 
Włosi przywiązują dużą wagę do ubioru, również dzieci. Maluchy z bogatszych domów, niczym gwiazdy wybiegu prezentują na sobie nienaganne kreacje – na wakacjach sportowe lub casual, w mieście zaś odświętne, obowiązkowo znanych i dobrych firm. Maluchy pochodzące z klasy średniej nie są aż tak strojone, jednak dba się o to, by były zawsze schludne i ładnie ubrane.
 
Kobiety w ciąży oraz młodzi rodzice mogą korzystać z włoskich poradni rodzinnych (consultoria famigliari). W Rzymie takie placówki znajdują się w każdej z dzielnicy, a w zakres ich działania wchodzą: szkoła rodzenia, gimnastyka dla kobiet ciężarnych, nauka masażu niemowląt i inne. Udziela się tam również porad prawnych, psychologicznych i z zakresu opieki społecznej. Korzystanie z usług takiej poradni jest darmowe.
 
 
Włoskie problemy
 
Przywiązanie do tradycji, a także dość duża niechęć do zmian (pomijając niewydolność reformatorską państwa) sprawiają, że włoskie mamy, które chcą powrócić do pracy nie mają łatwo. Publicznych przedszkoli jest niewiele (żłobków jeszcze mniej), a do tego są drogie. Problem z wolnymi miejscami jest w całym kraju, choć w różnych regionach przedstawia się on nieco inaczej. W Mediolanie dostępność do przedszkoli jest przyzwoita, podczas gdy ok. 42% dzieci na Sycylii nie może liczyć na miejsce w przedszkolu (dane z 2011r.).
 
Opieka nad dzieckiem ze strony rodziny staje się w tej sytuacji niezwykle cenna. Najgorzej jednak mają samotne matki lub rodzice dzieci niepełnosprawnych. Praktyczny brak infrastruktury prorodzinnej skazuje ich na radzenie sobie z problemami we własnym zakresie. Efekt tego jest taki, że wiele rodzin znajduje się w ciężkiej sytuacji finansowej, a nawet poniżej granicy ubóstwa.
 
Problematyczną kwestią w zakresie wychowania dzieci przez Włochów są kary fizyczne. Z jednej strony maluchom się pobłaża, z drugiej stosuje wobec nich surową dyscyplinę, której przejawem bywają akty agresji rodziców. Organizacja Save the Children przeprowadziła badania, których celem było ustalenie jakie podejście do tematu mają Włosi. Okazało się, że jedna czwarta respondentów przyznała, że zdarza się im wymierzyć policzek własnemu dziecku. Kategoryczne wykluczenie kar fizycznych wobec swoich dzieci zadeklarowało jedynie 25% ankietowanych.
 
Włosi, podobnie jak my, borykają się z problemem przyrostu naturalnego. W przypadku Italii jest on jednym z najniższych w Europie. W 2010 roku na jedną Włoszkę przypadało 1,4 dziecka, a przyrost naturalny wyznaczony był na -0,8.
 
 
 Ciekawostki         
 
We Włoszech nie obchodzi się Międzynarodowego Dnia Dziecka 1. czerwca. Ciekawostka jest to, że mieszkająca we Włoszech Polonia zaczęła jakiś czas temu popularyzować czerwcowe święto dzieci, organizując różnorakie imprezy z tej okazji. Początkowo były one dedykowane mieszkającym tam polskim dzieciom, z czasem jednak wystąpiono do lokalnych władz z prośbą o pozwolenie na organizację festynów w miejscach publicznych, aby mogły w nich wziąć udział również włoskie maluchy. Za sprawą takich Inicjatyw Dzień Dziecka staje się tam coraz bardziej popularny.
 
Włoskie dzieci nie oczekują przez cały rok na przyjście Św. Mikołaja. Odwiedza je postać zwana Befaną w nocy z 5. na 6. stycznia. Przedstawiana jest jako staruszka na miotle, która na pierwszy rzut oka przypomina wiedźmę. Jest ona jednak uśmiechnięta i przyjazna, a w ręce trzyma torbę lub wór z prezentami i słodyczami dla dzieci. Maluchy wieszają w pobliżu okna specjalne skarpety, w których znajdą upominek od Befany. Jeśli były grzeczne, otrzymają słodkości, orzechy, mandarynki i drobne prezenty, jeśli natomiast były niegrzeczne, znajdą w swej skarpecie tylko kawałek węgla.
 
Znany na całym świecie system wychowawczy zwany metodą Montessori został opracowany przez włoska lekarkę Marię Montessori. Podstawą tej metody jest szanowanie naturalnej indywidualności każdego dziecka, jeśli chodzi o jego rozwój fizyczny, umysłowy, duchowy i emocjonalny i kierowaniu go do całościowego wzrostu.
 
Przysmakiem włoskich dzieci oraz jednym ze sztandarowych dań słonecznej Italii jest makaron.
 
Na północy kraju, gdzie Włosi cieszą się lepszą sytuacją finansową niż na południu, dzieci często pozostają pod opieką niani. Chętnie korzysta się tam ze wszelkiego rodzaju pomocy domowej, dlatego nikogo nie dziwi, że maluchy bawią się, wychodzą na spacery, jedzą z opiekunką. Nierzadko to właśnie ona spędza z nimi więcej czasu niż rodzice.