Dzieci-żołnierze
Dzieciństwo nie zawsze upływa pod znakiem zabawek, huśtawki i beztroskiego śmiechu. W różnych momentach historii, ale i obecnie, w wielu miejscach na świecie funkcjonują dziecięce armie, a widok malca z bronią w ręku nikogo nie dziwi. 
 
 
Kiedyś…
 
Problem polegający na angażowaniu dzieci do konfliktów zbrojnych nie jest nowym zjawiskiem. Okazuje się, że już w starożytności maluchy służyły jako pomocnicy w walce, np. kierowali rydwany. Udokumentowane przypadki takich sytuacji odnotowano w Egipcie, Grecji i w Rzymie.
 
Historia obfituje w wydarzenia, w których brały udział dzieci-żołnierze. Któż z nas nie słyszał o zorganizowanej w 1212 roku tzw. krucjacie dziecięcej? Jej uczestnicy nie byli w żaden sposób szkoleni ani przygotowywani. Sukces, czyli zdobycie Ziemi Świętej miała im zapewnić czystość dziecięcych serc. Dzisiaj wiadomo, że tak naprawdę zorganizowano kilka podobnych zdarzeń, które następnie połączono i rozsławiano jako jedną wyprawę.
 
Okres zaborów Polski był czasem aktywnej działalności wojskowej wielu dzieci. Wynikało to z wpajanych przez rodzinę tradycji patriotycznych, które pchały młodych chłopców do walki w powstaniach, a w czasie wojen napoleońskich i I wojny światowej do szeregu legionów. Teoretycznie nie powinno się tak dziać, ponieważ regulaminy wojskowe zabraniały zaciągu nieletnich, jednak oni podawali nieprawdziwą datę urodzin, dzięki czemu omijali zakaz.
 
Powszechnie znaną „armią” dziecięcą były Orlęta Lwowskie. To grupa niemalże 1,5 tyś. dzieci i młodzieży (w wieku od 9 do 18 lat) biorących czynny udział w walkach o Lwów w latach 1918-1920. Jeden z Orląt, trzynastoletni Antoś Petrykiewicz został pośmiertnie odznaczony srebrnym krzyżem Virtuti Militari, zostając w ten sposób najmłodszym kawalerem tego orderu.
 
Można powiedzieć, że utworzony przez Roberta Baden-Powella skauting miał swój początek w działaniach wojennych. Generał szkolił młodych chłopców, którzy podczas wojny Anglików z Burami zajmowali się wywiadem, łącznością, podchodzeniem, tropieniem i pierwszą pomocą. Wypracowane w ten sposób wzorce i sposób działania zostały przeniesione na ziemie polskie jako harcerstwo przez Andrzeja Małkowskiego. W połączeniu z patriotycznym wychowaniem dało to motywację dzieciom, które masowo brały udział w walce zbrojnej w czasie działań obronnych w 1939 roku, okupacji hitlerowskiej oraz w dużym stopniu w powstaniu warszawskim. Dzieci-żołnierze Polski Podziemnej najczęściej pełnili funkcje łączników, kurierów, wywiadowców, sanitariuszy, uczestników małego sabotażu, ale niejednokrotnie walczyły też z bronią w ręku. Nie tylko Polacy, ale i np. Niemcy byli wspierani przez swych najmłodszych rodaków. Zwłaszcza pod koniec II wojny światowej często tworzono pododdziały przeciwpancerne złożone z małoletnich członków Hitlerjugend, uzbrojonych często jedynie w panzerfausty lub obsługujących artylerię przeciwlotniczą.
 
Mimo, że w czasach powojennych powstało wiele organizacji działających na rzecz ochrony dzieci, a międzynarodowe porozumienia i akty zabraniały wcielania dzieci do armii, problem tylko przybierał na sile. W 1984 roku ówczesny prezydent Iranu Ali-Akbar Rafsanjani apelował: "Wszyscy Irańczycy między 12. a 72. rokiem życia powinni dobrowolnie wziąć udział w świętej wojnie". Natomiast Saddam Husajn stworzył system, oparty na kulturowej i społecznej militaryzacji kraju. Przygotowanie do służby krajowi rozpoczynało się już w dzieciństwie. Mówi się, że kursami wojskowymi dla nieletnich objęto przeszło 30 tysięcy dzieci (23 tyś. w ramach kursów "Raad" i "al-Anfal", a kolejne 8 tyś. - jako Ashbal Saddam, czyli Lwiątka Lwa Saddama).
 
 
Dziś…
 
Obecnie zdecydowana większość dzieci, które biorą udział w działaniach zbrojnych jako żołnierze, werbowana jest pod przymusem. Mimo, że jest to jawny przejaw łamania szeregu praw gwarantowanym najmłodszym, szacuje się, że ponad 300 tyś dzieci należy do różnego rodzaju armii, a od 1990 roku na całym świecie ponad 1,6 mln dzieci zginęło w konfliktach zbrojnych.
 
Przyczyny są różne, jednak faktem jest, że wstąpienie do ugrupowań militarnych ratuje przed życiem w nędzy lub nawet śmiercią. Są takie miejsca na świecie, gdzie wśród uzbrojonych ludzi maluchy czują się bezpieczniej, mają zapewniony posiłek i odzież. Niestety często bywa też tak, że członkostwo w takiej organizacji podnosi status społeczny, a na pewno wzmacnia samoocenę dziecka, które dzięki broni w reku wzbudza strach u innych.
 
Mogłoby się wydawać, że kilku lub kilkunastolatek będzie kiepskim żołnierzem. Tymczasem grupy militarne cenią sobie takich rekrutów, ponieważ dzieci łatwo jest zastraszyć, a potem nimi manipulować. Dodatkowo koszt utrzymania dziecięcej armii jest mniejszy niż zwyczajnej, złożonej z dorosłych. Maluchy wykorzystuje się jako żywe tarcze, szpiegów, kurierów i zwiadowców. Niejednokrotnie zmusza się je do zabijania, tak więc mogą robić to samo co dorośli żołnierze. Często podaje się im narkotyki, które mają zwiększyć posłuszeństwo oraz uśmierzyć ewentualny ból i strach.
 
Problem młodocianych armii od lat utożsamiany jest z krajami afrykańskimi, jednak problem dotyczy też w dużej mierze Bliskiego Wschodu, a ostatnimi czasy także Syrii. Dokładnie rzecz biorąc, dzieci werbowane są przez siły rządowe oraz ugrupowania zbrojne w 87. krajach. Najwięcej malców walczy w Demokratycznej Republice Konga, jednak problem występuje także w:
  • Ugandzie,
  • Sudanie,
  • Libanie,
  • Birmie,
  • Somalii,
  • Sierra Leone,
  • Sri Lance,
  • Afganistanie,
  • Angoli,
  • Burundi,
  • Kolumbii,
  • Izraelu,
  • Palestynie,
  • Iranie i Iraku
 
Z kolei do najpopularniejszych grup dzieci-żołnierzy zalicza sie Zjednoczony Front Rewolucyjny  oraz West Side Boys działające w Sierra Leone.
 
 
 
Historia zna liczne przypadki dobrowolnego udziału dzieci-żołnierzy w walkach zbrojnych. Działo się tak w sytuacjach szczególnie ważnych  dla danego państwa czy narodu, dla którego konflikt zbrojny był jedyną szansą na niepodległość czy narodową egzystencję. Maluchy garnęły się do pomocy i walki z bronią w ręku, gdyż oddziaływał na nie duch patriotycznego wychowania. Obecnie maluchy nie kierują się tak honorowymi pobudkami, lecz strachem o własne życie. Pomimo, że Międzynarodowy Trybunał Karny klasyfikuje werbowanie dzieci poniżej 15 roku życia do udziału w konflikcie zbrojnym jako zbrodnię wojenną, rozmiar zjawiska jest ogromny. Podobnych działań zakazują również liczne dokumenty, takie jak Konwencja o Prawach Dziecka z 1989 roku i rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ. Nie pomagają nieustające apele społeczności międzynarodowej - problem istnieje i wcale nie słabnie, jednak póki możemy, powinniśmy robić wszystko, aby go rozwiązać, nawet jeśli walka wydaje się beznadziejna.