Dziecięce marzenia
Dzieci są niedoścignionymi mistrzami w dziedzinie marzeń – nikt temu nie zaprzeczy. Zarówno te realne, jak i zupełnie fikcyjne sprawiają, że chce się żyć, że ma się w życiu cel – tak postrzegają je dorośli. A czym marzenia są dla dzieci?
 
 
Gdy dziecko marzy…
 
Dziecięce marzenia niejednokrotnie były tematem opowieści, wierszy i filmów. Są piękne, potężne i często ponadczasowe, a o ich potędze decyduje fakt, że ich autorzy nie są skażeni myślami w stylu „to nierealne”. Dają nadzieję na przeżycie cudownych chwil i bez względu na to czy się ziściły stanowią miłe wspomnienia, gdy człowiek jest już dorosły. Dlaczego powracamy do nich z takim namaszczeniem? Ponieważ dorośli marzą zupełnie o czymś innym i w odmienny - przyziemny sposób. Pragniemy zazwyczaj dobrej pracy, lepszego samochodu, wakacji w tropikach i spłacenia kredytów. Nie ma w tym nic złego, jednak to nie to samo co marzenia o lataniu, rozmowach ze zwierzętami czy spotkaniu ze Św. Mikołajem.
 
Bujanie w obłokach to nie tylko forma rozrywki. Dla młodego umysłu to przede wszystkim poligon dla wyobraźni, szukanie pomysłu na siebie, motywacja do działania lub też pocieszenie w chwilach smutku. Wydawać by się mogło, że marzenia dziecka są proste i przewidywalne. Jest dokładnie odwrotnie. Maluchy potrafią wytworzyć wokół własnej fantazji cały świat, równie skomplikowany jak Śródziemie Tolkiena.  Dramat dorosłych polega na tym, że wiedzą na ten temat tyle, co pamiętają z własnego przykładu, czyli zaledwie ogólny zarys. Dziecko (nawet jeśli chce) nie zawsze jest w stanie opowiedzieć dokładnie o swoich marzeniach, gdyż często nie jest jeszcze w stanie ich sprecyzować. Ostatecznie nie ma potrzeby opowiadania o nich – to jego azyl, własny ląd, na którym samo dyktuje wszelkie warunki i wcale nie zastanawia się na tym, czy to wszystko jest możliwe do spełnienia.
 
W dziecięcych marzeniach piękne jest to, że maluchy potrafią spełniać je na swój sposób w czasie codziennej zabawy. Jeśli marzą o królewskim tronie, jego rolę może spełnić kuchenny taboret i wszystko jest w porządku. Ważne, by bez reszty oddać się frajdzie, jaką powoduje takie udawanie.
 
Pragnienia dziecka, bez względu na jego wiek mają to do siebie, że stosunkowo często się zmieniają. Impulsem do zmiany obiektu westchnień może być impuls, moda, zdanie koleżanki, a nawet nastrój danego dnia. Absolutnie nie należy się tym przejmować. Poprzez takie roszady, dziecko poszukuje tematów, które będą w stanie przykuć jego uwagę na dłużej, a przez to poznaje coraz to nowe i ciekawe rzeczy. Ostatecznie każdy trafia na coś, co osiągnie rangę prawdziwego marzenia.
 
 
Iskierka nadziei
 
Temat dziecięcych marzeń niewątpliwie należy do przyjemnych. Zmienia jednak swoje oblicze kiedy malec marzy o powrocie do zdrowia, które zabrała mu poważna choroba.  Takich trudnych przykładów jest więcej. Dzieci mogą przecież marzyć o powrocie rodzica, który wyjechał daleko od domu, żeby zarobić trochę pieniędzy, o tym, żeby mama i tata zaniechali planów rozwodowych lub o tym, by w końcu ktoś je adoptował. To nie są pragnienia, które przywołują uśmiech, nie pozwalają się rozluźnić, zabawić, a jednak są pewną formą nadziei na poprawę sytuacji. Obserwujący to dorośli nie mają lekko kiedy dobrze wiedzą, że nie ma szans na spełnienie takich marzeń. Z jednej strony nie ma sensu zabierać dziecku nadziei, ale z drugiej nie chce się go oszukiwać.
 
Wydawać by się mogło, że takie przypadki stanowią niewielki odsetek ogółu. Chciałoby się, żeby tak było, jednak rzeczywistość nie pozostawia złudzeń. Na co dzień dochodzą nas słuchy o przeróżnych ludzkich tragediach, które przecież dotyczą też najmłodszych. Ich bronią w walce z trudną codziennością pozostają marzenia.
 
 
Marzenia dzieci w oczach rodziców
 
Dziecko, które nie ma najmniejszych oporów by śnić, marzyć i fantazjować to prawdziwy skarb. Zdarza się jednak, że rodzice nie bardzo wiedzą co z tym szczęściem zrobić. Bywa, że bujne opowieści pociechy niepokoją jego opiekunów, którzy dopatrują się w nich braku kontaktu z rzeczywistością. Jak by nie było, nie można przecież zakazać dziecku marzyć. Nawet jeśli jego pragnienia zdają się nam być zupełnie niedorzeczne, warto mu na nie pozwolić. Ostatecznie kiedy ma tak bogato fantazjować jeśli nie w dzieciństwie? Lepiej więc podsycać jego marzenia i dać się nimi oczarować.
 
Inną reakcją rodziców bywa niepohamowana chęć spełnienia każdego marzenia ich pociechy. Oczywiście warto być dla malucha wsparciem, jednak należy zachować pewne granice przyzwoitości. Jeśli malec spostrzeże, że każde pragnienie właściwie samo się spełnia, prawdopodobnie dojdzie do wniosku, że tak właśnie ma być, że nie trzeba się starać ani pracować, wystarczy czegoś zapragnąć (i oczywiście poinformować o tym rodziców). Spełniając każde marzenie dziecka, pozbawiamy go czasu oczekiwania na spełnienie, niepewności, potęgowania się chęci osiągnięcia celu. Marzenia nie polegają przecież wyłącznie na osiąganiu tego co się chce, chodzi również o to by marzyć, by to trwało w czasie, by można było nacieszyć się samą drogą do spełnienia. To tak samo jak w znanej piosence – „nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go”.
 
Rodzice powinni pamiętać o jeszcze jednej ważnej rzeczy w temacie dziecięcych marzeń. Marzenia dziecka są niczym jego własność i bardzo możliwe, że będą odmienne od marzeń jego rodziców. Musimy pogodzić się z tym, że nasza pociecha pragnie zostać trenerem fitness, podczas gdy my obejmujemy stanowisko dyrektora banku. Krytyka jest w tym przypadku najgorszą możliwą opcją, nawet jeśli sami byliśmy w dzieciństwie strofowani za nasze fantazje.
 
 
 
 
Chyba nie ma na świecie dziecka, które nie marzy. Ciekawe o czym to świadczy…, - że marzenia są tak przyjemne? - że trudno im się oprzeć? - że są naturalną potrzebą człowieka?
 
A może marzenia potrzebne nam są by żyć?