Rodzice vs dziadkowie
Kwestia wychowania dziecka wydaje się z definicji mniej problematyczna, kiedy młodzi rodzice mogą liczyć na pomoc dziadków. Bez tych ostatnich trudno mówić o pełnej rodzinie. Jednak co, kiedy dziadkowie bardziej przeszkadzają niż pomagają w opiece nad dzieckiem?
 
 
Problematyczne dobre intencje
 
Geneza problemów między rodzicami a dziadkami bywa różna, jednak najczęściej sprawa sprowadza się do… dobrych chęci. Niestety prawda jest taka, że droga do piekła jest nimi wybrukowana. To oczywiście najgorszy scenariusz, który zdarza się niezwykle rzadko. Inną prawdą jest to, że wnuki są ostatnią wielką miłością życia, co tłumaczy niektóre zachowania i nawet te najbardziej irytujące i nadgorliwe.
 
Dziadkowie nigdy nie kierują się złymi intencjami. Zależy im przecież, aby dziecko było zdrowe, szczęśliwe i najedzone. Być może pamiętają własną nieporadność gdy zostali rodzicami, dlatego mogą być pełni przekonania, że teraz my jesteśmy w takiej samej sytuacji. Gotowi służyć własnym doświadczeniem i radami często przekraczają granicę prowokując w ten sposób spory lub przynajmniej dyskomfort rodziców. To efekty uboczne ich działania, których czasem nawet nie zauważają. Fascynacja nowym członkiem rodziny, jak i pragnienie bycia potrzebnym są ogromne i potrzebują znalezienia odpowiednich środków wyrazu. Odpowiednich, czyli takich, które nie będą powodem pogorszenia relacji rodzinnych.
 
 
Problemy
 
Wydawać by się mogło, że troska i miłość dziadków nie może przynieść niczego złego. Tymczasem dość często zdarza się tak, że seniorzy najzwyczajniej w świecie wtrącają się, negują metody wychowawcze i podważają autorytet rodziców dziecka. Brzmi to okropnie, jednak największy koszmar polega na tym, że te działania wcale nie muszą być (i najczęściej wcale nie są) oczywiste. Trudno sobie przecież wyobrazić babcię, która mówi do wnuka „mama nie ma racji”. Chodzi tu bardziej o działania, które pozornie są nieszkodliwe, a w rzeczywistości naruszają prawo młodych rodziców do decydowania o swoim potomku.
 
Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Słyszy się o tym, jak dziadkowie krytykują decyzje rodziców, łamią zasady obowiązujące w domu malca, a co gorsza robią czasem coś po kryjomu, np. częstują dzieci słodyczami mimo wyraźnego zakazu. Często zdarza się tak, że dziadkowie obdarowują małolata prezentami przy każdej okazji, a nawet bez okazji. Niestety maluch przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy szybko może zacząć traktować podarunki jako wyznacznik żywionej do dziadków miłości.
 
Problemy w tej kwestii wynikają głównie z różnicy pomiędzy sposobem wychowania dzieci teraz a 20/30 lat temu. Dzisiejsi dziadkowie wychowywali swe dzieci w zupełnie innych realiach. Ich rodzice byli jedynym źródłem informacji o pielęgnacji dziecka. Sposób żywienia, spędzania wolnego czasu i obowiązków domowych był zupełnie inny. Podobnie jak kwestia bezpieczeństwa czy posłuszeństwa. Kiedyś często zdarzało się tak, że tylko mężczyzna zarabiał na całą rodzinę. Dziś oboje rodziców musi pracować by jakoś związać koniec z końcem, czego starsze pokolenie może nie rozumieć i komentować to jak nadmierną pogoń za pieniędzmi kosztem czasu spędzonego z dzieckiem. Kiedyś matka miała więcej czasu dla swych pociech. Wtedy nie było fast food’ów i tak dużej dostępności do słodyczy jaką mają nasze dzieci, telewizja nie ogłupiała, a gry komputerowe nie uzależniały. Maluchy nie wykazywały kiedyś konsumpcjonistycznej postawy, a autorytet rodziców był niepodważalny. Nie inaczej jest w kwestii pielęgnacji, która również zmieniła swe oblicze czy żywienia, którego mamy dziś większą świadomość. Otyłość dotyczyła pojedynczych jednostek, a alergie zdarzały się rzadko. Na tym wyliczanka się nie kończy, ale daje obraz temu jak różni się świat współczesnego rodzica od świata rodziców sprzed kilku dekad. Dziadkowie w pamięci mają swoje realia, często przestarzałe metody, spośród których kilka okazało się szkodliwych (na podstawie nowych badań czy obserwacji specjalistów).
 
Nie ma się co dziwić, że dziadkowie nie są na bieżąco z nowinkami w zakresie wychowywania, żywienia i pielęgnacji dzieci. Ostatecznie po odchowaniu własnych potomków nie było im to do niczego potrzebne. Kiedy wykazują zainteresowanie i chęć współpracy wszystko układa się dobrze i to w przyjemnej atmosferze. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy dziadkowie upierają się przy swoich racjach i za żadne skarby nie chcą zaakceptować nowego porządku, ani tego, że to już nie do nich należy ostatnie słowo. Najgorzej jest, jeśli do tego młodzi rodzice pozostają od nich zależni finansowo lub gdy wszyscy mieszkają razem w domu dziadków. Teoretycznie to oni więc powinni wyznaczać zasady obowiązujące w ich własnym królestwie. Z kolei wychowanie powinno przebiegać wg scenariusza rodziców. Znalezienie złotego środka zdaje się być wówczas trudniejsze niż rozplątanie węzła Gordyjskiego.
 
 
Co robić?
 
W konflikcie na linii rodzice-dziadkowie nie ma uniwersalnych rozwiązań. Niestety. Nie da się stworzyć poradnika, do którego każdy mógłby się z powodzeniem zastosować. Można jednak szukać wskazówek i pomysłów na zażegnanie kłótni, a najlepiej na zaduszenie jej w zarodku.
 
Na wstępie trzeba się zastanowić czy działania dziadków stanowią prawdziwy problem. Jeśli na co dzień mieszkają oni daleko, w związku z czym widują się z wnukiem rzadko, może lepiej warto odpuścić. To zrozumiałe, że chcą wykorzystać każdą sekundę na to, by nacieszyć się malcem. Maluch z kolei nie zdąży nabrać złych nawyków kiedy spotkanie z dziadkami urasta niemal do rangi święta. Na wszelki wypadek warto z nim porozmawiać i wytłumaczyć co powoduje odstępstwa od codziennych zasad. Zupełnie inaczej jest, gdy dziecko często widzi się z dziadkami lub mieszka z nimi. Wówczas rozbieżności z stylach wychowywania utorują prostą drogę do problemów.
 
Na samym początku najlepiej przeprowadzić rozmowę z dziadkami. Może wystarczy wytłumaczyć im jakie zagrożenie niesie ze sobą obecna sytuacja – zły wpływ na rozwój dziecka, dezorientacja, bałagan. Kiedy stoimy w obliczu zarzutów, że nasze decyzje czy postępowanie jest niesłuszne, należy wyjaśnić, że wynika ono z opinii/rad/zaleceń specjalisty. Dobro dziecka stawiane jest na pierwszym miejscu, dlatego nie ma tu mowy o nieuzasadnionym widzimisię, a jedynie o metodach sugerowanych przez lekarzy czy pedagogów z przedszkola/szkoły.
 
Jeśli rozmowa i tłumaczenie nic nie da, pomocna może okazać się wizyta u wspomnianego specjalisty. Można więc zabrać babcię czy dziadka na wizytę u dentysty, który objaśni kwestię zagrożenia próchnicą np. kiedy dziecko pije słodkie napoje bezpośrednio przed snem. Słowa w ustach lekarza zawsze zdają się mieć większą moc przekonywania. Równie skuteczny może okazać się film dokumentalny, np. związany tematycznie z danym problemem wychowawczym. Kolejnym sposobem jest podsunięcie fachowej literatury. Pozwoli ona przekonać się dziadkom na ile zmieniły się standardy wychowania dzieci na przestrzeni ostatnich lat.
 
Może się okazać, że wszystkie te zabiegi okażą się bezskuteczne. Nie wolno się jednak poddawać, opuszczać głowy i czekać na kolejna dawkę złotych rad czy pouczeń. Kiedy dziadków nic nie jest w stanie przekonać, może należy najzwyczajniej w świecie postawić się, komunikując im „Tak postanowiliśmy”. Wszelkie wyjaśnienia, próby przekonania są wówczas zbędne. Decyzje w kwestii opieki nad dzieckiem należą do rodziców i kropka.
 
W kwestii reakcji na zachowanie dziadków należy omówić jeszcze jedną możliwość. Może być przecież tak, że zmęczenie, stres, niewyspanie i wszystko to co wiąże się z dzieckiem na tyle nadwyrężyło cierpliwość rodziców, że ich drażliwość osiągnęła zbyt wysoki poziom. Czasem zdarza się tak, że rodzice oczekują od dziadków rzeczy wręcz niemożliwych – niech opiekują się wnukami, ale niech nie ingerują w ich wychowanie, niech pomagają w problemach, ale niech nie udzielają złotych rad. Czasem tak się po prostu nie da. Pozostaje jeszcze jedna ewentualność – być może to właśnie oni mają rację. Jako osoby patrzące na sytuację z boku potrafią dostrzec coś co nam umknęło. Oczywiście idealnie byłoby gdyby umieli powiedzieć o tym w formie konstruktywnej krytyki a nie pretensji czy wymądrzania się. Tak więc czasem najlepszą pierwszą reakcją będzie chwila zastanowienia czy nasze poczynania rzeczywiście nie szkodzą dziecku. Ostatecznie nie w każdym aspekcie warto uczyć się na błędach.
 

Tylko spokojnie
 
Choć krytyka czy nadmierna ingerencja dziadków bywa drażliwa (lub nawet wyprowadzająca z równowagi) trzeba dołożyć wszelkich starań, by sprawa została załatwiona w sposób pokojowy. Nikt nie może zostać urażony, wszelkie wątpliwości powinny być rozwiane, a zasady jasno ustalone.
 
Ważne jest to, by rodzice stanowili wspólny front wobec wszelkich przeciwności. W tym przypadku powinni wspólnie bronić swojego prawa do własnego zdania i decyzji. Wymaga to wcześniejszych ustaleń co do wizji wychowania dziecka.
 
Nie da się osiągnąć porozumienia, jeśli nie pokusimy się o zrozumienie dla działań dziadków. Trzeba przecież okazać choć trochę empatii i postarać się zrozumieć emocje, jakie towarzyszą dziadkom. Czasem może się okazać, że ich nadgorliwość wynika z przykrych doświadczeń życiowych, np. lata temu jedno z ich własnych dzieci sturlało się z łóżka i złamało nóżkę. Wówczas nie pomogą żadne tłumaczenia i przekonywanie. Pozostawianie dziecka (choćby tygodniowego) na środku ogromnego łóżka zawsze będzie oznaczać dla babci niepotrzebne ryzyko.
 
W sytuacji, kiedy nasze uwagi i upomnienia nie przynoszą efektów można się spodziewać nadejścia prawdziwego kryzysu w stosunkach rodzinnych. Mało tego, wszelkie rady dziadków będą z czasem pomniejszane, a nawet jawnie ignorowane. Stąd już bardzo blisko do otwartego konfliktu, a nawet kłótni. Choć czasem trudno zapanować nad emocjami, trzeba pamiętać, że w tym wszystkim najważniejsze są dzieci, dla których mniejszym złem jest dziadek pozwalający oglądać telewizję do 22.00 niż poczucie destabilizacji rodzinnej.
 
Ostatecznie, bez względu na to jakie stosunki wygenerowały potyczki rodziców z dziadkami nie powinno się ograniczać ich kontaktu z dziećmi. Maluchy potrzebują zachowania kontaktów rodzinnych. Nawet jeśli rodzice są zdania, ze dziadkowie nie odgrywają swej roli tak jak należy, pozostaje wiele aspektów, w których prawdopodobnie świetnie sobie radzą. Może dziadkowi zdarza się palić papierosy przy dziecku, za to nikt tak jak on nie potrafi zaciekawić malca przyrodą. Babcia może rozpieszcza wnuka kupując mu niezliczone ilości zabawek, ale tylko ona ma cierpliwość, by ulepić z dzieckiem pierogi.
 
 
 
 
Jak by nie było, rodzina zawsze stanowić będzie istny poligon, na którym z rzadka panuje zupełna cisza. Prawdopodobnie nie da się osiągnąć stanu, w którym każda ze stron będzie w pełni usatysfakcjonowana. Osiągnięcie kompromisu można uznać za sukces, jednak trzeba pamiętać, że w kwestii wychowania dzieci to rodzice powinni mieć ostateczne słowo. Jeśli zaś wciąż napotykają trudności… cóż, tylko spokój może nas uratować.