Dziecko – uciążliwy gość
Zdarza się tak, że wizyty gości są dla nas prawdziwym utrapieniem z powodu ...dziecka. Jeśli zagląda ono w każdy kąt, wyciąga rzeczy z szafek, uniemożliwia rozmowę i ciągnie naszego kota za ogon, trzeba działać.
 
 
W czym problem?
 
Trudno właściwie powiedzieć co stanowi największy problem wizyty małego gościa-terrorysty. Dla jednych jest to kompletny brak ogłady i poczucie bezkarności dziecka, podczas gdy powinno wykazywać podstawowe zasady dobrego wychowania. Innych irytuje fakt, że nie mogą obyć spokojnej pogawędki z gościem, ponieważ jego dziecko skutecznie to uniemożliwia. Niewątpliwym problemem są też rozmaite zniszczenia, jakich dopuszcza się malec, pozostawiony bałagan, spustoszona lodówka czy przerażony pies czy kot, który nie ma co liczyć na chwile spokoju.
 
Nie chodzi tu o drobne niedogodności, z którymi trzeba się liczyć goszcząc dziecko, tylko o jawne rozrabianie przy całkowitym przyzwoleniu rodziców. Niestety często słyszy się opowieści i żale ludzi, którzy mieli wątpliwą przyjemność goszczenia znajomych lub członków rodziny zdających się wcale nie dostrzegać niewłaściwego zachowania swej pociechy.
 
Trudno w tej sytuacji o wyzbycie się negatywnych odczuć. Irytacja i podenerwowanie są naturalne, jednak na nich rzadko kiedy się kończy. Jeśli nie podejmiemy działań mających na celu ratowanie naszego mieszkania, prywatności i spokoju, wkrótce odczujemy niechęć do odwiedzających nas gości. Zanim jednak przyjdzie czas na pierwsze słowa i czyny trzeba uświadomić sobie do kogo powinny być skierowane – do dziecka czującego się jak u siebie? Czy może do jego rodzica, który nie zwraca uwagi na wybryki małolata?
 
 
Upomnienie
 
Nie da się ukryć, że sprawa jest wyjątkowo delikatna. Nie można po prostu ryknąć na gości i przywołać ich do porządku (choć nieraz jest to bardzo kuszące). Z drugiej strony nie można też udawać, że nic się nie dzieje i pozwalać na coraz większą swobodę.
 
Reakcja w tej sytuacji jest konieczna, jednak należy trzymać nerwy na wodzy i rozegrać to z głową. Wszystko zależy od tego w jakich relacjach pozostajemy z gośćmi. Jeśli są to bliskie nam osoby, z którymi często się widujemy (np. nasze rodzeństwo, przyjaciele lub dobra sąsiadka), musimy zadziałać szybko i zdecydowanie, żeby kolejne wizyty były coraz mniej męczące. Czasem wystarczy przeprowadzić szczerą rozmowę z gościem i zwrócić jego uwagę na problem. Być może jest tak, że wyczerpany codziennym pośpiechem upatruje w wizycie u nas odprężenia i najzwyczajniej w świecie nie dostrzega wybryków swej latorośli. Cała uwaga gościa skupiona jest na nas i rozmowie z nami. Oczywiście jest to tylko nieznaczna okoliczność łagodząca, jednak pozostawia nadzieję, że nasza rozmowa przyniesie skutek i gość zacznie pilnować swego dziecka. Gorzej jest jeśli nasze uwagi nie przynoszą żadnego rezultatu. Wówczas należy użyć bardziej stanowczego tonu i uświadomić gościa, że obecna sytuacja jest dla nas uciążliwa i nie do przyjęcia. Naturalnie trzeba pozostać grzecznym i uważać, by nikogo nie obrazić. Nie zależy nam przecież na kłótni.
 
Nie bez znaczenia pozostaje wiek dziecka, które nas odwiedza. Od tego zależy bowiem jaki kłopot może sprawiać. Jeśli jest to niemowlę, wówczas trzeba być czujnym, żeby nie zrobiło sobie krzywdy, np. gdy sięga po szklane ozdoby stojące na półkach. Rzecz jasna powinien o to dbać rodzic malca, ale jak praktyka pokazuje różnie z tym bywa. Jeśli natomiast mamy do czynienia z kilkulatkiem sprawa może stać się o wiele poważniejsza. Taki gagatek może potraktować nasze mieszkanie jak połączenie placu zabaw z poligonem i urządzić w nim swój własny Armagedon. Zwracanie mu uwagi może być dla nas krępujące (znowu – powinni przecież to robić jego rodzice), jednak kiedy w grę wchodzi ryzyko stłuczenia lustra, pobazgrania tapety flamastrami lub nawet życie rybek w akwarium nie ma co zwlekać. Nie wystarczą wtedy rzucone przez ramię słowa „nie wolno!”. Lepiej podejść do delikwenta, kucnąć przed nim (aby nasza twarz była na wysokości jego buzi) i spokojnie powiedzieć, że w tym domu nie robimy takich rzeczy i poprosić, by on również tego nie robił. Jeśli dopisze nam szczęście maluch posłucha. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że po krótszym lub dłuższym czasie urwis znowu zacznie rozrabiać.
 
Zdarza się tak, że winą za niewłaściwe zachowanie dziecka gości obarczamy naszą pociechę (np. „Przestańcie krzyczeć” podczas gdy hałasuje mały gość) lub zwierzę (np. „Uspokój się i przestań warczeć” gdy pies ewidentnie broni się przed dręczycielem). Rzecz jasna łatwiej wydać reprymendę domownikom, jednak będzie to jawna niesprawiedliwość z naszej strony. Rozrabiaka nie otrzyma zaś sygnału, że jego zachowanie jest niewłaściwe.
 
Niestety brak reakcji ze strony rodziców-gości oraz brak posłuszeństwa, jak i dobrych manier dzieci-gości to scenariusz, który zmusza nas do podjęcia bardziej zdecydowanych działań.
 
 
Co robić?
 
Przede wszystkim nie można zakładać, że dziecko gościa przez cały czas trwania wizyty będzie grzecznie siedzieć w kącie i udawać, że go tam nie ma. Trzeba więc przygotować się na to, że malec może być znudzony i przygotować dla niego jakieś atrakcje. Może to być bajka, kolorowanka lub gra, którą się zajmie. Jeśli podczas wizyty gości w domu jest nasze dziecko, nie można pozostawić malców bez żadnego nadzoru z poleceniem „zajmijcie się sobą”. Pozostawienie dzieciom wolnej ręki to jak niepisane przyzwolenie na wybryki. Nawet jeśli maluchy potrafią sobie zorganizować zabawę, trzeba je co jakiś czas nadzorować, zwłaszcza jeśli przebywają w innym pokoju.
 
Jeśli po każdej wizycie gości z dzieckiem nasze mieszkanie doznaje jakichś strat warto dokonać chwilowej reorganizacji sprzętów domowych. Wszelkie wazony, patery i inne kruche przedmioty powinny więc znaleźć się poza zasięgiem małych rączek. Pilot do telewizora lepiej schować, podobnie jak telefon, tablet i laptop. Jeśli nie chcemy, żeby nasza bielizna znalazła się na środku salonu schowajmy pranie. Warto też spróbować ochronić kwiaty, które podczas zabawy mogą zostać uszkodzone lub nawet złamane. Być może taka czystka okaże się pomocna.
 
Dobrym rozwiązaniem może być propozycja, by spotykać się ze znajomymi i ich dziećmi poza naszym domem. Co prawda nie są już wtedy naszymi gośćmi, jednak spotkanie się odbędzie, rozmowę przeprowadzimy, a dzieci zaprowadzone do parku lub na plac zabaw na pewno sprawią o wiele mniej problemów niż w ciasnym mieszkaniu.
 
Spotkania towarzyskie i przyjmowanie gości powinno być dla wszystkich przyjemne. Jeśli jednak jest inaczej można po prostu z tego zrezygnować. Jedni przestają zapraszać problematycznych znajomych/członków rodziny, inni stale wykręcają się ze spotkań lub udają, że nie ma ich w domu gdy usłyszą dzwonek do swoich drzwi. Jest to „jakieś” rozwiązanie, choć raczej nie prowadzi do niczego dobrego. Uciekanie przed problemem go nie rozwiązuje, a jeśli jesteśmy gotowi zrezygnować z kontaktu z ludźmi z takiego powodu, wkrótce nasze grono znajomych może zostać drastycznie uszczuplone. Oczywiście możliwe jest też postawienie ultimatum, że goście mogą pojawić się u nas wyłącznie bez dzieci, jednak z pewnością nie wpłynie to pozytywnie na relacje z nimi.
 
 
 
Niestety w przypadku problematycznego dziecka-gościa nie możemy liczyć na złotą radę, która zadziała u każdego i za każdym razem. Podstawa to odpowiednia reakcja. Jej brak to gwarancja, że każda kolejna wizyta będzie dla nas trudniejsza do zniesienia. Druga rzecz to świadomość, że dziecko (choćby było niewiarygodnie drażniące) jest tylko dzieckiem, za które odpowiadają jego rodzice. Pozostaje nam zatem postawa asertywna i starania, by wizyty gości znowu kojarzone były z czymś wyczekiwanym i przyjemnym.